Internet jest ogromny. Tak rozległy i bogaty w narzędzia, że w obecnych czasach możesz bez problemu rozszerzyć swój biznes na dowolny kraj pijąc swoją poranną kawę w tym samym czasie. Pozwól, że opowiem ci historię o jednym z naszych klientów i moim ukochanym oprogramowaniu integracyjnym.

Jest sobie klient X. Znamy się już od jakiegoś czasu, ponieważ nasz zespół przeprowadził integrację FRENDS dla ich CRM (faktura jest tworzona automatycznie po każdej płatności – w przyszłości pojawi się artykuł na ten temat).

X zadaje mi pytanie. Hej Paweł, a co gdybyśmy chcieli rozszerzyć się na inne rynki? Mam tłumacza i jest ona w stanie przetłumaczyć niektóre zwroty na niemiecki. Myślę, że mogłaby użyć Excela i możemy przesłać go do FRENDS. Korzystając z tych danych możemy aktualizować nasze produkty. Co o tym myślisz?

Zapytałem się wtedy, ile jest produktów? (Jak się okazało, około 6000). Jak długo to zajmie i jaki będzie koszt? Jaki jest twój zwrot z inwestycji? Jakie korzyści płyną z idealnego tłumaczenia? I ile zna języków oprócz niemieckiego? 

Wszystkie te pytania skłoniły mnie do przemyśleń… dlaczego by nie pójść w ślady wielkich e-handlowców? Oni nie zatrudniają zbyt wielu tłumaczy (przynajmniej na początku).

Jak już pewnie wiesz Amazon czy AliExpress wykorzystali automatyczne tłumaczenia gdzie „Your Orders” zostało dosłownie przetłumaczone z angielskiego na „Twoje Rozkazy” a nie „Twoje Zamówienia”. Ale pomijając jakość, nawet gdybym nie znał angielskiego nadal mógłbym łatwo poruszać się po tych platformach używając tego niedoskonałego tłumaczenia. Stąd nawinął mi się wniosek.. robiąc zakupy nie doszukujemy się dużej spójności, prawda? Wynik jest bardzo podobny. Zamówienia są składane, a sprzedaż rośnie.

Więc mówię do X. Cóż. Spróbujmy wykorzystać automatyczne tłumaczenie z pomocą Tłumacza Google. Następnie patrząc na ruch i statystyki możemy naprawić elementy platformy, które są ewidentnie błędne? Tłumaczenia automatyczne powinny być na tyle łatwe, aby wykonywać je szybko i bezboleśnie. I było to tak proste, że aż poleciała mi łza (z radości oczywiście).

Porozmawiajmy więc o składnikach:

  1. 5 minut na wybranie i utworzenie konta tłumacza, wybraliśmy Tłumacza Google – dobrze udokumentowany, wiele języków, obsługuje tekst i html (zawsze możesz wybrać dowolny inny który ma API lub ma możliwość generowania danych do przetworzenia (plik, kolejka)).
  2. 0 minut – serwer na którym będziemy uruchamiać nasz proces.. więc potrzebujemy.. a no tak, nic! Nasza licencja FRENDS zawierała agenta w chmurze którego mogliśmy wykorzystać jak tylko chcemy!
  3. 0 minut – przeglądarka – musimy mieć dostęp do panelu FRENDS, aby zaprojektować i uruchomić nasz proces, ale ponieważ czytasz ten artykuł… już ją masz.
  4. 2 minuty – przygotowanie listy języków docelowych, ja wybrałem 6 (mogłem wybrac też 20) :).
  5. parę godzin – proces FRENDS pasujący do naszego API. Krótko mówiąc, iteruj po każdym przetłumaczalnym elemencie, poproś o tłumaczenie, zaktualizuj element. Pojawiło się wiele różnych sztuczek, ale trochę kodu .NET, pętli i obsługi wyjątków załatwiło sprawę.

Ostatecznie wygląda to tak – każdy segment pogrupowany w odpowiednie podprocesy, które można uruchomić na żądanie, poprzez API lub zgodnie z harmonogramem*.

*Jeśli nie chcesz za bardzo zagłębiać się w techniczne sprawy, polecam przewinąć na dół i poczytać dlaczego takie podejście działa o wiele lepiej niż pisanie samodzielnej aplikacji.

Patrząc na każdy podproces wygląda to na trochę bardziej skomplikowane, ale szczerze mówiąc, jest to najbardziej złożona część całego projektu.

Użycie kodu niskiego poziomu było naszym wyborem, ale możesz także tworzyć wizualne pętle bez umiejętności programowania. A jeśli nie wiesz jak coś zrobić lub jak poradzić sobie z problemem, zgłoś się do naszego supportu support@frends.com lub bardzo pomocnej społeczności.

Najfajniejszym aspektem jest to, że stworzyliśmy coś co nadaje się do wielokrotnego użytku. Inna platforma? Wystarczy zmienić parę zmiennych środowiskowych i nadal będzie działać.

I ostatnia kwestia uruchamiania i monitorowania….

Podsumowując, w tej magicznej sztuczce – tłumaczeniu sklepu internetowego na 6 języków w ciągu jednego dnia, wykorzystaliśmy coś co mamy. Zwykle korzystamy z FRENDS w celu integracji. Ale tym razem wykorzystaliśmy to* do wykonania zadania programistycznego i skończyliśmy z kompletną, przejrzystą aplikacją łatwą do zmiany, uruchomienia i monitorowania (wystarczy tylko przeglądarka). Jak sam możesz zauważyć, nie znając żadnego kodu można tworzyć API, funkcje, tłumaczenia, procesy i zadania. Każdy może kodować, jak się okazuje, nawet bez kodu :).

*tak samo jak w przypadku automatycznego testowania w poprzednim artykule: dlaczego-pisanie-samego-kodu-i-nie-uzywanie-platform-integracyjnych-nie-jest-czyms-co-powinienes-robic-w-nowoczesnym-it.

I co najważniejsze, nie ma zadania programistycznego, którego nie dałoby się wdrożyć w FRENDS. Obsługuje .NET Core 2.0 i 4.5.7 oraz obsługuje też uruchamianie czegokolwiek innego (np. Java lub python) na serwerze docelowym, pod warunkiem, że jest tam zainstalowany agent.

Jak zawsze, publikuj, komentuj, dyskutuj, udostępniaj. Masz jakąś sprawę? Odwiedź hiqpoland.pl i pogadaj z nami 🙂